Rafał Pietrzak jako nastolatek uchodził za wielki talent. Choć jego kariera nie potoczyła się tak dobrze, jak się zapowiadała, to wielu obecnych ligowców i tak może mu zazdrościć. Czy może dziś marzyć o grze na Euro?

Krótko po rozpoczęciu październikowego zgrupowania reprezentacji Polski okazało się, że test wymazowy na obecność koronawirusa dał pozytywny wynik u Macieja Rybusa. Lewy obrońca, duży kadrowy pechowiec – co rusz prześladują go problemy, z powodu kontuzji ominął np. Euro 2016 – szybko trafił na „hotelową” kwarantannę, a w jego miejsce selekcjoner Jerzy Brzęczek w zastępstwie powołał dwóch zawodników: Alana Czerwińskiego z Lecha Poznań i Rafała Pietrzaka z Lechii Gdańsk.

Znajomy z GKS

Obaj boczni defensorzy to jego dobrzy znajomi z czasów wspólnej pracy w pierwszoligowym GKS-ie Katowice. O ile z taką awaryjną nominacją Czerwińskiego trudno było szczególnie polemizować, skoro ma za sobą dobry okres w Zagłębiu Lubin zwieńczony przenosinami do Lecha, o tyle w przypadku Pietrzaka żartowano, że wiążącym kryterium jest lokalizacja: piłkarz miał po prostu bardzo blisko z Gdańska do hotelu w Sopocie, w którym stacjonowała kadra.

Wszedł za „Grosika”

Na samym powołaniu się jednak nie skończyło. 28-latek nie zaliczył na tym zgrupowaniu pustego przebiegu. Zaliczył półgodzinny występ w pierwszym z trzech meczów, a jedynym towarzyskim: z Finlandią, wygranym na świetnie znanym Pietrzakowi gdańskim stadionie. W 62. minucie zmienił Kamila Grosickiego, wysłuchując od publiki „standing ovations, jakim trybuny pożegnały „Grosika”, czyli autora hat tricka. Dla Pietrzaka było to trzeci w karierze, a pierwszy od ponad dwóch lat występ w kadrze. Dwa poprzednie zaliczył jesienią 2018 roku – w wyjazdowym starciu z Włochami (1:1) w Lidze Narodów oraz w towarzyskiej potyczce z Irlandią we Wrocławiu (1:1). Oba miały już miejsce za kadencji Jerzego Brzęczka.

Na holenderskim celowniku

Te epizody w reprezentacji to marzenie niejednego piłkarza, ale w przypadku Rafała Pietrzaka stanowią raczej wątpliwe ukoronowanie kariery, która zapowiadała się znacznie lepiej. Rodowity sosnowiczanin wiódł prym w kadrze województwa śląskiego rocznika 1992. Interesował się nim słynny Feyenoord Rotterdam – wtedy znacznie silniejszy niż dziś – a piłkarz bardzo szybko, bo jako 16-latek, zadebiutował w barwach macierzystego Zagłębia w ekstraklasie. Klub ze Stadionu Ludowego miał wówczas swoje problemy i nie był w stanie zatrzymać takiej perełki. Sięgnął po nią Górnik Zabrze.

Licznik drgnął w Wiśle

Lewy obrońca w Zabrzu nie rozwinął skrzydeł. Odchodził na kolejne wypożyczenia: aż trzy lata spędził na takiej zasadzie w Zagłębiu, poza tym z Zabrza oddawano go do Piasta Gliwice czy Kolejarza Stróże. Ugrzązł na pierwszoligowej mieliźnie, od 2013 do 2016 roku występował w katowickiej GieKSie, gdzie zetknął się z Brzęczkiem. Przy Bukowej rozegrał ponad 80 meczów. I choć nie jest dziś wspominany przez tamtejszych kibiców ze szczególnym sentymentem – bo też niczego szczególnego z zespołem nie osiągnął – to spisywał się na tyle dobrze, będąc przedstawicielem na tyle deficytowej pozycji, że zapracował na angaż w Wiśle Kraków. Jego licznik ekstraklasowych występów, wynoszący z zabrzańskich czasów pięć meczów, wreszcie drgnął. W Wiśle uzbierał ich ponad 50, potem był jeszcze krótko w Zagłębiu Lubin.

Zawsze można marzyć

Właśnie będąc wypożyczony do „Miedziowych”, w wieku 26 lat zadebiutował w kadrze. Niedługo potem doczekał się tego, co przepowiadano mu jako nastolatkowi, czyli zagranicznego transferu. W Excelsiorze Mouscron belgijskiej ligi jednak nie podbił. Zdołał rozegrać 15 meczów i wrócił do kraju. Życie pokazało, że występując w Lechii pozostaje w orbicie zainteresowań selekcjonera. Bartosz Bereszyński, Arkadiusz Reca, Michał Karbownik, Maciej Rybus… Tych zawodników wystawiał już w 2020 roku na lewej stronie defensywy Brzęczek. Czy jest tu miejsce dla Rafała Pietrzaka? I czy w wieku 28 lat, będąc ledwie „solidnym ligowcem” może marzyć o Euro? W piłce są banalne pytania, ale nie ma banalnych odpowiedzi. To zbyt zaskakująca materia.